-Jejku co się...-nie dokończył.
Wyciągnął telefon i zadzwonił po karetkę. Po chwili się zjawiła. Nie mogłam się pogodzić, że pozwoliłam mu pójść do pokoju.
*Tydzień później*
Liam był w śpiączce. Na szczęście miał duże szanse na przeżycie. Byłam przy nim kiedy tylko mogłam i ile tylko mogłam. Mam próby z chłopakami, ale bez Daddy'ego to nie to samo niestety... Harry ciągle był przy mnie. Niall się do mnie nie odzywa. Mam najwspanialszych przyjaciół, czyli Lou i Zayna. Wiem, że mogę na nich zawsze liczyć.
*Czwartek*
Obudziłam się o 12.00. Odkąd jestem z Harrym śpię u niego w pokoju. Teraz też rak było. Poszłam do salonu. Tam siedział Niall. Podążyłam do kuchni. Tam zobaczyłam chłopaków.
-Hej-powiedziałam z uśmiechem.
-WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!-wrzasnęli jak na zawołanie.
No tak dziś 21 lipiec moje urodziny.
-Dzięki-powiedziałam ze łzami w oczach.
Ustawili się w kolejce. Pierwszy był Harry.
-No to... Ten teges... Wszystkiego najlepszego-powiedział, dał mi buziaka i małe pudełeczko.
Następny był mój własny Syn.
-Mamo... ale ty stara... 20 lat... No, ale wszystkiego najlepszego. 100 latek-powiedział.
Przytuliłam się do niego, a on dał mi dość duży pakunek. To teraz Malik.
-Wszystkiego najlepszego-powiedział z uśmiechem.
Przytuliłam go również. Dał mi małe pudełeczko, mniejsze niż Harry.
-No odpakuj-niecierpliwił się Lou.
Otworzyłam najpierw prezent od mojego boyfrienda. Dostałam od niego ich płytę. Uśmiechnęłam się.
-Dzięki-przytuliłam się do niego.
Od Lou dostałam bluzę:
Zaśmiałam się. Zayn był oryginalny i dał mi wisiorek z jego imieniem. No tak miałam naszyjnik z imieniem Harry, Louis i Liam, bo oni sami mi dali. A teraz mam wszystkich... Pomijając Horana. Ktoś wszedł do kuchni.
-Wszystkiego najlepszego-odwróciłam się. Był to oczywiście Niall, bo kto inny?
-Dzięki-uśmiechnęłam się. Tylko na tyle mnie było stać.
Blondyn nic nie zrobił tylko wrócił do salonu.
*Po południu*
-DZWONILI ZE SZPITALA!-wrzasnął Louis.
-I co?-o mało się nie wywaliłam.
-Obudził się-zaczął tańczyć Lou.
Rozszerzyłam oczy. Za chwilę nastąpił pisk.
-Jejku co się stało?-zapytał zdziwiony Hazz.
Podeszłam di niego i go przytuliłam. Miałam łzy w oczach. Łzy których dawno nie miałam. Były to łzy szczęścia.
-Zgaduje, że Daddy się obudził?-zapytał Harry.
Louis pokiwał głową. Odkleiłam się od Harry'ego.
-To co jedziemy?-powiedział do mnie Harry patrząc mi w oczy.
-Jasne-uśmiechnęłam się.-Ale muszę iść się przebrać.
Poszłam do pokoju po ubrania. O dziwo było ciepło. Jak na Londyn to nawet 15 stopni to jest coś, a tu 30. Wow. Przebrałam się, włosy spięłam w wysokiego kucyka i zeszłam do chłopaków. Oni czekali już gotowi do wyjścia.
-To jedziemy?-zapytałam ich.
-Jasne-uśmiechnął się Harry.
Stanęłam obok niego, a on splótł nasze dłonie. Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy do szpitala.
*W szpitalu*
Ha... Mi tylko pozwolili wejść do Liama. Weszłam, a on leżał i gapił się w sufit.
-Hej-powiedziałam siadając koło niego.
-Emma. Hej. Wszystkiego najlepszego-powiedział trochę się podciągając wyżej.
Miałam łzy w oczach.
-Czemu płaczesz?-zapytał z troską w oczach.
-Płaczę ze szczęścia. Mogłeś się nie obudzić...-głos mi się załamał.
Złapał mnie za rękę.
-Ej baby, nie płacz-powiedział patrząc mi w oczy.-Tylko się nie obwiniaj za... moją rękę.
-Proszę już iść-powiedział ktoś za mną.
Odwróciłam się. Był to doktor. Wyszłam z sali.
-I co?-zapytał Harry.
Przytuliłam się do niego.
-Dobrze-odpowiedziałam z płaczem.
-Czemu płaczesz?-zapytał odrywając się trochę ode mnie.
Puściłam go, ten zaś objął mnie ramieniem.
-Powiem ci...-nie dokończyłam-Ee... Gdzie chłopaki?
-Poszli coś zjeść.
-Aha... Lou zgłodniał?-zapytałam.
-Tak...
Wyszliśmy ze szpitala i skierowaliśmy się w stronę pobliskiego parku. Wypytywaliśmy przechodniów, czy nie widzieli Mulata i Lou. Po 30 minutach znaleźliśmy ich kłócących się. Prawie się bili. Szybko do nich pobiegliśmy. Ja trzymałam Louisa, a Harry Mulata.
-Ej co się stało?-zapytałam.
-On mi zeżarł żelkę!-wrzasnął Lou.
No tak Louis na zewnątrz taki twardziel, dojrzały i w ogóle, a w środku to malutkie dzieciątko.
-Zayn czemu zjadłeś mu żelkę?-dopytywał Hazz.
-Bo ja mu je kupiłem-odpowiedział bez zastanowienia.
-Za karę nie dostaniesz ani jednej-powiedział mój chłopak.
-Ejjj... Mam focha-powiedział Mulat i wziął się obraził.
Lou zaczął się śmiać.
-I co gnomie?!-wydarł się.
-LOUIS!-wrzasnęłam i wyrwałam mu paczkę żelek.-Ty też nie będziesz ich miał-zaczęłam je jeść powoli, żeby go wkurzyć.
-O ty!-wrzasnął i chciał się na mnie rzucić, ale Harry mnie obronił.
-Ej ty co na nią?-zapytał Harry.
-Mam na was focha-powiedział Lou i mamy następnego fochacza.
-Chodź-powiedziałam do Loczka.
Posłuchał mnie.
-Dzięki, że mnie obroniłeś-powiedziałam całując go.
Wchodziliśmy do ich domu.
-Horan!-wrzasnęłam.
-Czego?-zapytał wychodząc z salonu.
-Ej nie takim tonem-powiedział Harry.
-Kotek uspokój się-powiedziałam odwracając się do niego.-Wrócili już Lou i Malik?-zapytałam powracając do poprzedniej pozy.
-Nie. Mogę już iść?-zapytał.
-Tak...
Poszłam do pokoju. Mój "ochroniarz" też.
Usiadłam na łóżku.
-Mam go dość. Było dobrze, a on znów...-zaczęłam.
Zauważyłam, że Harry'ego coś gryzie.
-Baby co ci?-zapytałam siadając mu na kolanach.
-Wiesz...-zaczął.
-Co?
Zaczął mnie całować.
*Nazajutrz*
Obudziłam się o 12. Noc była taka piękna. Ktoś bawił się moimi włosami... Ktoś to znaczy Harry.
-Hej-powiedział uśmiechając się do mnie.
-No cześć-powiedziałam odwzajemniając uśmiech.-Muszę iść się ubierać.
Zeszłam z łóżka i zabrałam swoje ubrania. Poszłam się przebrać (bez okularów). No tak nasza Londyńska pogoda mnie zadziwia.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na dziś to tyle. Nie mam już weny. :(
Jula xx :3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz